Cristiano już nie jest młody, ale Portugalia wciąż ma ten styl. I my to kupujemy – dosłownie
Wiadomo nie od dziś. Polacy kochają piłkę nożną, ale chyba jeszcze bardziej kochają zagraniczne gwiazdy. A Portugalia? To już jest najwyższa półka. Zaczęło się od Luisa Figo, potem Deco, a później eksplodował Cristiano Ronaldo. I choć CR7 gra już w Arabii Saudyjskiej, to reprezentacja Portugalii wciąż przyciąga wzrok. No bo jak tu nie patrzeć, jak oni grają? Bruno Fernandes, Bernardo Silva, Rafael Leão, Ruben Dias – to jest skład marzeń.
Mam kilku kumpli, którzy zbierają koszulki piłkarskie jak inni znaczki. Każdy nowy wzór, każda edycja limitowana, każdy mundial, euro. I zawsze najbardziej pożądane są te z największych reprezentacji. Anglicy, Argentyńczycy, Niemcy. Ale Portugalia? Ona ma ten specyficzny klimat. Czerwony zielony, a pośrodku ten skomplikowany herb z pięcioma tarczami. Nie da się pomylić. Do tego te złote akcenty i te numer 7 na plecach – to jest klasyk, który nigdy nie wyjdzie z mody.
Problem tylko taki, że oficjalne koszulki w sklepach to wydatek rzędu 350-450 złotych. Sam ostatnio patrzyłem na nową wersję z tego roku. W jednym ze sklepów w Galerii Mokotów cena – 429 zł. W internecie niewiele lepiej. A jak chcesz z nazwiskiem i numerem? Dopłata 100 zł. Shorty, skarpety? Kolejne 200. Komplet za 700 zł? Dziękuję, postoję.
No i dlatego ludzie szukają alternatyw. Wchodzisz na Reddita, wbijasz na grupę "Piłkarskie koszulki – wymiana, sprzedaż, opinie" na Facebooku, i nagle okazuje się, że pół świata kupuje kopie. Tylko uwaga – nie takie z bazaru spod bluzy, gdzie orzeł (albo w tym przypadku herb Portugalii) jest przyklejony na szybko i po pierwszym praniu odpada. Tylko takie dorobione z dbałością o szczegóły. Szwy równe, materiał oddychający, haft lub termotransfer wysokiej jakości.
Znam gościa, który zamówił taką koszulkę z Azji. Przyszła po trzech tygodniach. Normalnie zapakowana, z metkami. Na pierwszy rzut oka nikt nie odróżni od oryginału. Dopiero jak przyłożył do swojej oryginalnej (ma obie), to widać było minimalną różnicę w gramaturze materiału. Ale różnica w cenie? Oryginał 400 zł, replika 80 zł wliczając wysyłkę. Pytanie brzmi – czy warto dopłacać te 320 zł za te kilka gramów więcej? Większość powie, że nie.
Co ciekawe, moda na portugalskie koszulki w Polsce rośnie. Kilka lat temu dominowały Niemcy, Anglia, Brazylia. Teraz? Na Orlikach, na siłowniach, w centrach handlowych widzę coraz więcej czerwonych koszulek z zielonym akcentem. To też zasługa tego, że Portugalia ciągle jest w czołówce. Liga Narodów wygrana, Euro 2016 wygrane, a teraz za rok mistrzostwa świata. Kibice już zacierają ręce.
Pamiętam też mecz Polski z Portugalią na Narodowym. Nawet wtedy, gdy my graliśmy u siebie, połowa trybun przyszła w barwach gości. Portugalczycy mieszkający w Polsce? Owszem, ale też Polacy, którzy po prostu kochają tamtą piłkę. I ci Polacy też chcą mieć koszulkę, żeby w nią włożyć i oglądać mecz z kumplami przy piwie. Tylko że nie każdy zarabia 10 tysięcy i może sobie pozwolić na oryginał. I tu koło się zamyka.
Mówi się, że w Polsce jesteśmy narodem, który lubi oszczędzać. Nie wiem, czy to prawda, ale wiem, że nikt nie lubi przepłacać. Więc gdy temat schodzi na zakupy, szybko pojawia się pytanie o wspomniane koszulki z Azji. Ktoś ściąga kilka sztuk, żeby obniżyć koszty wysyłki. Inni robią wspólne zamówienia w pracy. To już taka mała społeczność.
Zdarzyło mi się też słyszeć historie o wpadkach. Ktoś zamówił koszulkę, a dostał kompletnie inny rozmiar. Na stronie pisali "europejskie rozmiarówki", ale przyszła azjatycka mała. Inny dostał koszulkę, w której numer z tyłu zaczął się odklejać po tygodniu. Dlatego tak ważne jest, żeby sprawdzać sprzedawców. Czytajcie opinie, patrzcie na zdjęcia od innych kupujących, porównujcie. Nie bierzcie pierwszej lepszej oferty z Google za 29 zł.
Coś za coś. Jeśli chcemy naprawdę koszulka reprezentacji Portugalia w dobrej jakości, trzeba poświęcić trochę czasu na research. Ale efekt? Fajny gadżet, który nie niszczy portfela. Kibicowanie wygląda potem zupełnie inaczej. Ma się ten komfort, że nie boi się zachlapać koszulki piwem przy golu. Nie żałuje się, że kot wskoczył na nią łapami. Można ją po prostu nosić na co dzień, nie tylko na mecz.
Czy to jest nieetyczne? Każdy ocenia sam. Dla mnie najważniejsze jest, żeby nikt nikogo nie oszukiwał – nie udajemy, że to oryginał, jeśli sprzedajemy dalej. Ale do szafy? Do mojej szafy? Tam jest miejsce dla każdej koszulki, która mi się podoba, bez względu na metkę.
Portugalia znowu będzie grać w przyszłym miesiącu. Będą sparingi, potem eliminacje. I znowu zobaczę w telewizji tych wszystkich ludzi w czerwonych koszulkach. A ja? Też będę w swojej. Tylko że moja kosztowała ułamek tego, co w sklepie. I wcale nie czuję się gorszym fanem. Wręcz przeciwnie – czuję się mądrzejszym wydawcą.






































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































