Dlaczego koszulka w kratkę podbija serca fanów w Polsce?
Chorwacja. Kraj nad Adriatykiem, który w piłce nożnej od dekady robi rzeczy niezwykłe. Wicemistrzostwo świata w 2018 roku, brązowy medal w Katarze. Za każdym razem, gdy myślało się, że ta generacja jest już na ostatnich nogach, oni wracali mocniejsi. Nie sposób tego nie docenić. I gdzieś obok tych wszystkich sukcesów, ich charakterystyczny wzór – czerwono-biała szachownica – stał się jednym z najbardziej rozpoznawalnych symboli w światowym futbolu.
Na polskich boiskach coraz częściej można zobaczyć właśnie te barwy. Nie tylko na orlikach czy w halówkach. Również na ulicach miast, w pubach podczas meczów Ligi Narodów, a nawet na siłowniach. Coś w tym jest. Może to ten nonkonformizm? Wybór innego zespołu niż Niemcy, Anglia czy Hiszpania. Może to po prostu szacunek do zespołu, który z nikim nie grał na remis, tylko zawsze zostawiał serce na murawie.
Przypomnijmy sobie chociażby ostatnie mistrzostwa Europy. Chorwacja nie zaszła może najdalej, ale te jej mecze – pełne walki do samego końca. Wracali z martwych jak za dawnych lat. I za każdym razem, gdy Luka Modrić zbierał piłkę w środku pola, kibice na trybunach czuli to samo co my przed telewizorami. To jest drużyna z charakterem. A taka koszulka, którą zakładasz na sobotni mecz z kumplami, nagle zyskuje dodatkową wartość.
Niektórzy mówią, że to kwestia estetyki. Bo przyznajmy – ten wzór jest po prostu inny niż wszystkie. Na tle jednolitych lub pasiastych koszulek innych reprezentacji, chorwacka szachownica od razu rzuca się w oczy. Jest sportowa, ale jednocześnie ma w sobie coś eleganckiego. Może dlatego nawet osoby, które na co dzień nie śledzą wyników Ligi Mistrzów, chętnie sięgają właśnie po ten wzór.
Wiem, że wielu z was szuka dobrej jakości sprzętu, który nie zrujnuje portfela. Oficjalne wersje potrafią kosztować majątek, a przecież większość z nas chce w tej koszulce grać, biegać, czasem nawet upaść na mokrej trawie. Nikt nie chce oglądać, jak po trzech praniach znika numer z pleców albo pruje się rękaw. Dlatego rynek alternatyw rozkwita – i nie ma w tym nic złego, dopóki trafiamy na solidne wykonanie.
W Chorwacji akurat zmienia się pokolenie. Modrić, Perišić, Vida – ich gwiazdy powoli gasną. Ale pojawiają się nowi. Gvardiol, który w Manchesterze City już udowadnia, że jest jednym z najlepszych obrońców świata. I tacy jak Majer, Sučić, Baturina. To nie jest koniec, to ewolucja. I pewnie dlatego zainteresowanie ich strojami nie maleje, a wręcz rośnie. Ludzie chcą być częścią tej podróży, zanim ten nowy zespół wygra coś wielkiego.
Ostatnie miesiące przyniosły kilka spektakularnych występów Chorwatów. W Lidze Narodów znów pokazali, że z nimi nie ma żartów. Wygrywali mecze, które wydawały się stracone. I za każdym razem po ostatnim gwizdku fala komentarzy w sieci: "Ta koszulka jest po prostu kultowa". Czy to przesada? Może trochę. Ale w piłce nożnej nie chodzi tylko o logikę. Chodzi o emocje.
A skoro o emocjach mowa – ten kraj wywołuje je wyjątkowe. Nie ma w nim tej arogancji wielkich futbolowych potęg. Chorwaci po prostu grają. Z ogromną dumą, ale bez zbędnego zadęcia. I to chyba najbardziej przyciąga neutralnych kibiców. Gdy oglądasz ich w akcji, czujesz, że walczą za coś więcej niż premię czy sławę. Walczą o swój mały kraj, który w piłce osiągnął rzeczy niemożliwe.
Z tego względu nic dziwnego, że coraz więcej osób decyduje się na zakup właśnie tej koszulki. Niektórzy mają już jej kilka wersji – tę z 2018 roku, tę z mundialu w Katarze, a teraz szukają nowej, bo podob podobno zmienił krój. Dla jednych to kolekcjonerstwo. Dla innych sposób na wyrażenie siebie. W każdym razie, gdy kładziesz na ladzie koszulka reprezentacji Chorwacja, wiesz, że wybrałeś coś z historią.
No i ostatnia rzecz – rywalizacja w Polsce. U nas też grają w kratkę, choć w nieco innej konfiguracji. I czasem fajnie jest zaszaleć. Pójść pod prąd. Zamiast kolejnej koszulki Realu czy Barcelony, postawić na ten bałkański szyk. Na orliku nikt nie patrzy krzywo. Raczej pytają: "O, Chorwacja, też ich lubisz?" I zaczyna się rozmowa. A to właśnie w piłce nożnej jest najpiękniejsze – że nawet przez taki drobiazg można znaleźć wspólny język.






































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































